Motylkowe zabawy

Witam serdecznie wszystkich Rodziców szukających inspiracji do zabaw ze swoimi pociechami w tym trudnym dla nas wszystkich czasie. Dzieciństwo to okres beztroski i zabawy, ale także bardzo dynamicznego rozwoju, więc dołóżmy starań, aby ciągle taki właśnie był dla „naszych” dzieci.

Witajcie „Motylki”!

Na początek coś na rozgrzewkę: ręce w górę i na boki, trzy przysiady, dwa podskoki…

Można do tej zabawy wykorzystać kostkę do gier planszowych. Gracze kolejno wyrzucają kostkę, liczba oczek wskazuje ilość powtórzeń zadanego pozostałym graczom ćwiczenia gimnastycznego (przysiady, „pajacyki”, podskoki, skłony, stanie na jednej nodze, czy może nawet pompki!). Jeśli liczba powtórzeń wg Was jest zbyt mała, można dodawać oczka z dwóch kostek wyrzucanych jednocześnie.

            Wiem, jak bardzo lubicie bajki, więc posłuchajcie…

Anna Łuźniak

 Plastelinowa bajka

Jakiś czas temu chodził do naszego przedszkola chłopiec o imieniu Krzyś. Tak jak wy, bardzo lubił bawić się klockami i samochodami, lecz gdy tylko zauważył, że pani wyciąga plastelinę, od razu chował się w jakiś kąt i udawał, że go nie ma – lepienie z plasteliny nie należało do jego ulubionych zajęć. Inne dzieci świetnie się bawiły plasteliną i zupełnie nie rozumiały, dlaczego Krzyś nawet nie chce jej dotknąć. Gdy dzieci śmiały się z kolegi, pewnego dnia Ela – dziewczynka o bardzo dobrym serduszku – postanowiła ulepić dla Krzysia plastelinowego ludka. Nic nie mówiąc nikomu, wzięła się szybko do pracy i ulepiła małego człowieczka. Zawinęła go w bibułę i schowała do pudełeczka. W domu poprosiła mamę, aby pomogła jej podpisać prezent: Dla Krzysia. Następnego dnia w przedszkolu, gdy nikt nie patrzył, schowała pudełeczko do szafki z ubraniami Krzysia. Chłopiec bardzo się zdziwił, gdy znalazł tajemniczą paczuszkę. Rozpakował ją i aż zaniemówił, gdy z pudełka wyskoczył… plastelinowy ludzik. – Cześć – zawołał przyjaźnie ludzik z plasteliny. – Jestem Krzyś! – To ja jestem Krzyś – odpowiedział zdziwiony i trochę przestraszony chłopiec. – Ale fajnie! – zawołał plastelinowy ludzik. – To jest nas dwóch! – To jakieś żarty! – powiedział duży Krzyś. – Przecież ty jesteś z plasteliny, a plastelina nie potrafi się sama ani ruszać, ani mówić! – Ja tam nie wiem jak inne plasteliny, ale ja to wszystko potrafię, przecież sam widzisz. – No właśnie… – duży Krzyś był coraz bardziej zmieszany. – Już nie wiem, co mam o tym wszystkim myśleć. Pewnie to wszystko mi się tylko śni. Tymczasem plastelinowy Krzyś jednym susem skoczył w górę i uszczypnął chłopca w ucho. – Aaaaaaałłłłłłł… – krzyknął duży Krzyś. – To boli! – Jak zabolało, to znaczy, że wcale nie śnisz – śmiał się plastelinek. – Jeśli to nie sen, to ja już z tego nic nie rozumiem. – Nie marudź, tylko zabierz mnie do swojego domu. Jestem bardzo ciekawy, gdzie i jak mieszkają tacy ludzie jak ty – nie z plasteliny. – Chcesz, abym zabrał cię do swojego domu? – duży Krzyś skrzywił się na samą myśl, że ma wziąć do ręki plastelinowego ludka. – A może zostaniesz tu, w przedszkolu? – dodał. – Przedszkole zwiedzimy innym razem, teraz zabierz mnie do siebie. – No dobrze, tylko mnie nie dotykaj, bo ja nie lubię… – uciął nagle duży Krzyś. – Czego nie lubisz? Może plasteliny? – dokończył za chłopca plastelinek. – Skąd to wiesz? – Wiem, wiem… Ela mi wszystko powiedziała, kiedy mnie lepiła. – Ela? Ta z mojej grupy? – Właśnie. Tylko się na nią nie złość, bo cię uszczypnę jeszcze raz! – zagroził plastelinowy Krzyś. – O rany! I co ja teraz mam z tobą zrobić? – Na początek zabierz mnie w końcu do domu, a później zobaczymy. Jakoś to będzie. – No dobra, wskakuj do kieszeni – powiedział duży Krzyś, ale nie wyglądał na szczęśliwego. Przez całą drogę do domu chłopiec nie odzywał się do swojej mamy. Cały czas rozmyślał, w jaki sposób taka zwykła, okropna i nieprzyjemna w dotyku plastelina mogła stać się takim fajnym ludzikiem. Tymczasem plastelinowy Krzyś z wystawioną z kieszeni głową podziwiał świat, który tak bardzo chciał poznać. Ale co będzie, gdy duży Krzyś go nie polubi? – Ach! – westchnął plastelinek. – Będę się bardzo starał zostać jego najbliższym przyjacielem. Może mi się uda. Kiedy dotarli do domu, chłopiec ostrożnie wyciągnął plastelinka z kieszeni i oprowadził go po całym mieszkaniu. Pokazywanie wszystkiego i tłumaczenie, co do czego służy, okazało się bardzo fajnym zajęciem. Obaj świetnie się bawili i duży Krzyś nawet nie zauważył, kiedy za oknem zrobiło się zupełnie ciemno. – Już pora na kąpiel i spanie! – krzyknęła z kuchni mama. – Słyszałeś? – zapytał chłopiec plastelinka. – Musimy iść spać. – Ale ja nie mam łóżeczka – odpowiedział smutnie mały Krzyś. – Może być pudełko? – Yyy… raczej nie, plastelinowe ludki śpią w plastelinowych łóżeczkach. – O rany, a nie może być rękawiczka? – Yyyyy… – odpowiedział jeszcze smutniej plastelinek, a z jego plastelinowego oka spłynęła plastelinowa łza. – Już nie płacz. Zrobię ci to łóżko z tej, no… okropnej plasteliny. Oczy małego ludzika zabłyszczały radośnie. – Naprawdę? Jesteś wspaniałym przyjacielem! – Tylko nie wiem, czy dam radę. Ta plastelina jest taka nieprzyjemna. – Krzysiu, czy pomagasz mamie, gdy piecze ciasto? – zapytał nagle ludzik. – O tak – odpowiedział chłopiec. – Bardzo lubię bawić się ciastem! – To jak będziesz lepił mi łóżeczko, pomyśl sobie, że właśnie bawisz się takim ciastem. – Spróbuję! – odpowiedział duży Krzyś. – Tylko najpierw muszę się umyć. I jak obiecał, tak zrobił. Na początku ze skrzywioną miną wziął do rąk brązową plastelinę i powoli ugniatał ją palcami. Wyobrażał sobie, że ugniata ciasto na pyszne ciasteczka. Następnie wymodelował kulkę, którą spłaszczył tworząc placuszek. Z placuszka zrobił wałeczek i ulepił nie tylko wspaniałe łóżeczko, ale także poduszkę, kołderkę, dywanik i wiele innych przedmiotów dla nowego przyjaciela. Plastelinowy Krzyś zachwycał się ulepionymi przedmiotami i z radości głośno klaskał w dłonie. – To wszystko dla mnie? – dopytywał się. – Oczywiście, że dla ciebie! – odpowiedział dumny z siebie chłopiec. – I wiesz co? Ta plastelina wcale nie jest taka okropna. – Cieszę się, że tak myślisz – dodał plastelinek – bo pewnie jakbyś nie polubił plasteliny, to nie polubiłbyś mnie. – Chyba masz rację – odpowiedział troszkę zawstydzony duży Krzyś. Od tej pory chłopiec i plastelinowy ludzik mieszkali już zawsze razem, a lepienie z plasteliny stało się ulubionym zajęciem dużego Krzysia. I to nie tylko w domu, ale również i w przedszkolu. Skąd taka zmiana? Zastanawiali się wszyscy. Tylko Ela domyślała się, kto tak naprawdę pomógł Krzysiowi polubić plastelinę.

            A teraz do pracy! W waszych pokoikach na pewno znajdzie się miejsce dla całego plastelinowego miasta.

Jeśli zabrakło plasteliny możecie wspólnie z rodzicami zrobić masę solną: do miski wsypujemy w równych proporcjach wagowych mąkę i sól (np. 0,5 kg soli i tyle samo mąki), 2- 3 łyżki oleju i zagniatając dolewamy wodę, aby uzyskać konsystencję ciasta. Jeżeli chcecie kolorowe masy, dodajemy mniej wody i części dosyć sztywnego ciasta uzupełniamy barwnikami lub farbami plakatowymi.

                Uwaga! Uwaga! Ćwiczymy pamięć! Drodzy Rodzice, możecie sprawdzić, kto pierwszy nauczy się wierszyka. Wasze dzieci mogą was zaskoczyć! Żeby nauka nie była nudna możecie go powtarzać z różną intonacją: wesoło, ze złością lub zdziwieniem, cichutko lub krzycząc, po prostu bawcie się. A może uda Wam się pokazać rączkami „zwierzątka, roślinki i ludziki” jak w teatrzyku cieni? Spróbujcie…

Plastelina

(Utwór zainspirowany wierszem A. Kamińskiej pod tym samym tytułem)

Od tego się bajka zaczyna,

że była sobie plastelina.

I tak jak w bajce są wróżki,

były sobie nasze paluszki.

Te paluszki szast-prast, fiki-miki,

zaczęły lepić zwierzątka, roślinki i ludziki.

A potem, już nie wiadomo z jakiej przyczyny,

wszystko wokoło było z plasteliny.

Plastelinowe słońce, plastelinowy wiatr,

plastelinowa trawa, plastelinowy kwiat,

plastelinowa woda, plastelinowy świat!

A na koniec plastelina się skleiła,

i tak się nasza bajka zakończyła.

p. Ewa